Obsługa mini dźwigu

Mój kolega Marcin od zawsze kierował się w stronę szkoły budowlanej – być może to wpływ jego ojca, a może po prostu miał pociąg do monstrualnych maszyn. Cokolwiek go skłoniło do tej decyzji, teraz mógł pochwalić się świetnie płatną pracą jako dźwigowy, czyli osoba obsługująca dźwig. Ale nie byle jaki dźwig – on był specjalistą od mini dźwigów. Któregoś razu spotkaliśmy się w popularnej kawiarni i zaczęliśmy rozmawiać na temat jego pracy. Okazała się inna, niż to sobie wyobrażałem – właśnie o tym teraz opowiem.

Mini dźwigi i ich obsługa

mini dzwigiMarcin zaczął od wytłumaczenia, czym różni się mini dźwig od zwykłego dźwigu. Są oczywiście lżejsze – gdzieniegdzie ziemia jest zbyt niestabilna, by móc wjechać na nią zwykłym dźwigiem. Są też sytuacje, w których prawa miejskie lub zbyt niskie przejazdy całkowicie blokują możliwość użycia pełnowymiarowego dźwigu. Wtedy właśnie sięga się po mini dzwigi, które dzięki mniejszej wadze i rozmiarowi mogą dostać się w większą ilość miejsc. Marcin opowiedział też, że często są wynajmowani do prac miejskich takich jak przycinanie gałęzi lub montowanie szyb. Jest tak, gdyż dźwigi mini są mniej inwazyjne, zajmują też mniej miejsca, którego w centrum miasta nigdy nie jest nadto. Powiedział też, że jego ekipa wynajmowana jest wtedy, gdy wielkogabarytowy dźwig nie może być użyty przez swoją ograniczoną manewrowność. Mini dźwigi z natury są bardziej manewrowne – zarówno ich żuraw, jak i sam pojazd. Poza tym – dodał – ich ekipa jest doskonale wyszkolona w pracy na właśnie takich ograniczonych przestrzeniach. Opowiedział sytuację, w której wynajęci zostali do montażu szyb w wieżowcu. Miejsca była minimalna ilość, gdyż wieżowiec ten stał bardzo blisko drugiego budynku. Mimo ograniczonego pola manewru i trudnego materiału do przeniesienia udało mu się bezpiecznie dostarczyć wszystkie szyby – co więcej nie tłukąc ani jednej w trakcie! Byłem bardzo pod wrażeniem i powiedziałem, że chętnie zobaczyłbym go kiedyś w akcji. Odpowiedział mi na to, że będę miał niedługo okazję, gdyż jego dźwig został wynajęty blisko mojego mieszkania.

Z okna widziałem, jak Marcin operuje żurawiem dźwigu jak prawdziwy mistrz – poruszał nim między gałęziami drzew, ani jednej nawet nie dotykając podnośnikiem. Dzięki niemu praca fachowców wyglądała na łatwą, a samo zlecenie ponoć zajęło o połowę mniej czasu, niż powinno. Po zakończeniu prac zszedłem na dół się przywitać – specjaliści zajmujący się ścinaniem gałęzi gratulowali Marcinowi kawału dobrej roboty i jego wybitnych umiejętności. Nic dziwnego, w końcu był specjalistą w swojej dziedzinie!